Lada moment trzeba będzie posiać na parapecie pomidory. Jeśli jeszcze nie wybraliście odmian na ten rok, może przydadzą się wam nasze ubiegłoroczne doświadczenia. Oto nasz sprawdzian przygotowany z myślą o was.
Nasiona siedmiu nowych (dla nas) odmian posialiśmy w drugiej połowie marca do wielodoniczek na parapecie. Kiedy wypuściły listki właściwe, przesadziliśmy je do kwadratowych doniczek o wymiarach 9x9x10 cm. Kupiliśmy nową angielską szklarnię, która, jak się okazało, nie była tak łatwa w montażu, jak zapewniał producent, więc sadzonki pomidorów (już dosyć spore) mogliśmy posadzić dopiero w połowie maja.
Jeszcze jesienią ziemia pod pomidory została przekopana z dojrzałym obornikiem, a wiosną wymieszana z kompostem. Kiedy zaczęły rosnąć owoce, rozpoczęliśmy regularne (cotygodniowe) nawożenie gnojówką bydlęcą i gnojówką z pokrzyw. Podlewaliśmy jak zwykle, czyli bardzo umiarkowanie, lejąc wodę zawsze pod krzew (aby nie moczyć liści) dopiero wówczas, gdy górna warstwa podłoża przeschła. Szklarnia szybko zamieniła się w pomidorową dżunglę, mimo, że usuwaliśmy niepotrzebne pędy.
Te nowe pomidory to: Gold Medal, Amish Paste, Green Zebra Cherry, Green Zebra, Indigo Rose, Moskvich, Aunt Ruby’s German Green.
Jeśli chcecie usłyszeć nagą prawdę o tych “wynalazkach”, powiem wam bez ogródek: nadają się dla tych, którzy lubią szpanować i pokazać sąsiadom coś, czego inni nie mają. Każda z tych odmian ma coś intrygującego w wyglądzie, natomiast ze smakiem jest znacznie gorzej. No cóż, może ktoś powiedzieć, że wydziwiamy. Napisaliśmy wam szczerze o wyglądzie i smaku pomidorów, które uprawialiśmy w naszym ogrodzie w Filipowicach. Oczywiście jest to nasza subiektywna opinia. Będziemy nadal próbować nowości, ale wracamy do sprawdzonych odmian, takich jak Atol i Betalux, które w ubiegłym sezonie, niestety, potraktowaliśmy po macoszemu.
Wszystkie przebija INDIGO ROSE swoimi prawie czarnymi, błyszczącymi, niewielkimi, okrągłymi owocami. Im bardziej są wystawione na słońce, tym są ciemniejsze, w gąszczu liści przybierają kolory czerwonawe, purpurowe, różowe. W środku są purpurowo-czerwone. Ich smak, niestety, nie jest pomidorowy.
GOLD MEDAL przyciąga wzrok ogromnymi owocami, które są tak ciężkie, że odłamują się, raniąc łodygę. Łatwo przegapić moment, w którym pomidor jest już dojrzały, bo nigdy nie będzie czerwony, lecz tylko żółto-pomarańczowy. Nadaje się dla dużej rodziny, bo jedna osoba nie jest w stanie zjeść go od razu. W naszym ogrodzie był czymś nowym, ale jest to stara odmiana; miała być bardzo słodka, według nas – nie była.
AUNT RUBY’S GERMAN GREEN ma olbrzymie, jasnozielone owoce z małą ilością pestek; skórka jest tak delikatna, że trudno go zerwać bez odgnieceń. Już w czasie wzrostu uszkadzają się same, bo kaleczą się o łodygi i podpórki. Są bardzo plenne, ale pomidory nie są trwałe, pękają w wielu miejscach, trzeba je jeść na bieżąco, bo szybko się psują. Kto nie robi przetworów, musi się liczyć z tym, że duża część plonu zgnije, bo absolutnie nie nadają się do choćby krótkiego przechowywania. Tworzą wielkie krzaki.
GREEN ZEBRA i jego miniatura GREEN ZEBRA CHERRY nadają się do przybrania potraw jako ciekawostki, których dojrzałe owoce są barwy zielonej z ciemnozielonymi paskami (stąd skojarzenie z zebrą). Miąższ dojrzałych owoców jest zielony. Pomidorki Green Zebra Cherry pod koniec dojrzewania przebarwiają się na kolor pomarańczowo-zielonkawy. Zielone zebry smakowały nam najbardziej z tego „towarzystwa” i najdłużej utrzymywały się na krzaka
MOSKVITCH najbardziej przypomina nasze normalne, swojskie pomidory. Są czerwone, nie za duże, nie za małe, w sam raz. Pochodzi z Rosji, jest odporny, nie pęka, nie trzeba go przycinać, bo jest samokończący.
AMISH PASTE pochodzi z USA, ma lekko wydłużony, nieco kojarzący się z sercem kształt, jest czerwony. Ma zwyczajny, pomidorowy smak, ale nas nie powalił na kolana.
Jak przygotować rozsadę pomidorów
Pomidory są wymagające i trzeba o nie dbać od momentu, kiedy umieścimy nasiona w podłożu. Jednak warto się wysilić, bo przecież żaden pomidor nie smakuje tak, jak ten z własnego krzaka.
Do gruntu pomidory będziemy mogli posadzić dopiero około 20 maja, po zimnych ogrodnikach, do szklarni czy tunelu około dwa tygodnie wcześniej.

Żeby posadzić pomidory w szklarni lub w gruncie, trzeba najpierw przygotować (trwa to 5-7 tygodni) rozsadę, czyli posiać je już w marcu lub najpóźniej na początku kwietnia do mini szklarenek wypełnionych specjalnym podłożem do siewu, ustawionych w mieszkaniu na parapecie. Jeśli posiejemy pomidory do kuwet lub doniczek, trzeba je nakryć szybą lub folią, bo do kiełkowania potrzebują wysokiej wilgotności powietrza. Muszą mieć ciepło (22˚C). Kiedy ukażą się pierwsze siewki, obniżamy temperaturę do 18˚C, zdejmujemy folię i koniecznie ustawiamy w bardzo jasnym miejscu, blisko szyby, żeby rosły równo i nie wyciągały się. Kontrolujemy (ja robię to dwa razy dziennie), czy słońce nie wysuszyło podłoża. Pomidorki nie mogą zwiędnąć, bo każdy niedobór wilgoci odbije się na ich zdrowiu.
Kiedy siewki wypuszczą liście właściwe, przesadzamy je do niewielkich doniczek – dobre do tego celu są kubki po jogurtach. Nigdy nie wyrywamy z podłoża siewek, lecz podważamy je przy pomocy patyczka albo widelca, skracamy o 1/3 korzeń (dzięki temu się rozkrzewi) i sadzimy jak najgłębiej (liścienie powinny się znaleźć na poziomie podłoża) do doniczek wypełnionych żyzną ziemią do rozsad.
Mniej więcej dwa tygodnie przed planowanym posadzeniem do gruntu (szklarni, tunelu), powinniśmy zacząć je hartować, czyli wynosić z domu na werandę, do szklarni, do tunelu, do inspektu, najpierw na godzinę dziennie, a potem na coraz dłużej.












Witam. Kilka z tych pomidorów omawianych chciałem wysiać. Dzięki za informację i opis konkretny. Czy Państwo zaproponują jakieś sprawdzone (pomidorowy smak) odmiany Pomidora?
Po sprawdzone odmiany zapraszamy tutaj: https://twojogrodnik.pl/2020/03/07/pomidorowy-sprawdzian-w-naszym-ogrodzie-marzec/