W tym roku w naszym ogrodzie pierwszy zakwitł miłek amurski. Jego cudowne złociste kwiaty ukazały się tuż przy powierzchni gruntu i przez trzy ostatnie dni trwały na pół rozwinięte. Wstrzymywało je zimno. Wczoraj było dość słońca i miłek rozwinął się zupełnie, no i jest teraz niekwestionowanym królem w ogrodzie skalnym
Co roku na przełomie lutego i marca obserwuję moje ukochane najwcześniejsze kwiaty cebulowe. Zwykle tuż po miłku rozkwitają ranniki i cebulice Miszczenki. Obie rośliny są uroczymi karzełkami, najmniejszymi z najmniejszych. Bardzo je lubię, bo budzą nadzieję na nadchodzącą wiosnę.
Miłek amurski ciągle należy do rarytasów, naprawdę bardzo trudno go kupić, bo trudno się rozmnaża. Nie rozrasta się zbyt szybko, więc z podziału nie można uzyskać wielu sadzonek. Mimo, że zawiązuje nasiona, to zwykle są one „puste”, bo kwiaty nie zostały zapylone, no bo kto je ma zapylić, skoro na przedwiośniu pszczoły jeszcze śpią.
Czasem zdarzają się cudowne przypadki. Dwa lata temu miłki amurskie w naszym ogrodzie kwitły nieco później, bo długo leżał śnieg. Kwiaty nie były zbyt ładne, bo ciągle zamakały i miały za mało słońca, ale zauważyłam na nich pszczoły. Zebrałam i wysiałam świeże nasiona do gruntu, oznaczyłam miejsce patyczkami, bardzo ładnie wzeszły. Postanowiłam nie ruszać ich, zostały w gruncie na zimę. Zobaczymy, czy wyjdą, jak się ociepli.Uroda miłka amurskiego nie kończy się na kwiatach. Kiedy łodyżki kwiatowe nieco podrosną, ukazują się piękne liście, podobne do liści paproci. Najpierw są brązowawe, a potem zielenieją i błyszczą w promieniach wiosennego słońca.

Mimo, że w moim ogrodzie pod skałą mam tysiące roślin, miłkowi amurskiemu poświęcam nienormalnie dużo uwagi. Może dlatego, że jego całe życie szybko się kończy, po kilku miesiącach nie będzie śladu ani po kwiatach ani po liściach…

Cebulica Miszczenki jest chyba najmniejszą rośliną cebulową w moim ogrodzie. Kiedy błyszczące, podłużne listeczki mają zaledwie po 3 cm wysokości już między nimi tuż przy ziemi widać pąki kwiatowe. Nie doceniałam tego karzełka i przez kilka lat rósł pod krzaczkiem złocistego bukszpanu, trochę za daleko od ścieżki. Aby zobaczyć kwiatki, musiałam specjalnie wchodzić na rabatkę. Jesienią wykopałam setki malutkich cebulek i posadziłam je na widoku, na samiutkim brzegu rabatki. Teraz żałuję, że nie znalazłam dla części z nich miejsca w ogrodzie skalnym. Nic straconego, zrobię to na pewno w tym roku jesienią.

Żółte, gęste łany ranników zawsze budzą moją zazdrość. Zadaję sobie pytanie, dlaczego u mnie ranniki nie rozrastają się tak szybko? Owszem, rosną i jest ich coraz więcej, ale chciałabym mieć ich naprawdę dużo.
Kiedy przekwitają, zawiązują nasiona, a potem nasiona wysypują się na ziemię, a ja się łudzę, że w przyszłym roku będzie ich mnóstwo. Wiosną widzę setki maleńkich siewek, ale niestety, nie wyrasta z nich tyle nowych roślin, ile bym chciała.

Na pewno zastanawiacie się, dlaczego ani słowa nie mówię o przebiśniegach. To przecież one uchodzą za tradycyjne zwiastuny przedwiośnia. Mam kilka odmian, ale najbardziej lubię te zwyczajne. One jeszcze się nie rozwinęły, stoją w miejscu, widzę tylko chude pąki. Chyba dlatego, że rosną w cieniu.

Rozwinęły się natomiast przebiśniegi Elwesa i przebiśniegi o pełnych kwiatach. Ich oryginalne kwiaty pojawiają się w naszym ogrodzie najwcześniej ze wszystkich śnieżyczek.



