Krytycznym okiem
Listopad to ostatni moment, żeby na nasz zielony raj spojrzeć krytycznym okiem. W grudniu będziemy zajęci świętami, a potem spadnie śnieg, a potem będzie przedwiośnie i coraz więcej roboty, zresztą jak co roku…
Ja w tym miesiącu zwykle podejmuję „męskie” decyzje i rozstaję się z roślinami, które udręczały mnie przez cały rok. Podlewałam je, nawoziłam, dopieszczałam, a one ciągle wyglądają, jak straszaki. Tym razem „żegnaj” powiem rododendronowi ‘Lavender’ o pachnących liściach i jodełce koreańskiej ‘Blauer Eskimo’, która nigdy nie może wylizać się z oparzeń słonecznych na młodych przyrostach. Powinna być niebieska, a jest szarobrązowa.
Lucyna Grabowska, ogrodniczka

Kolejna wysoka grządka
Co roku jesienią budujemy jedną nową wysoką grządkę w warzywniku. Wiosną nie ma na to czasu, a w listopadzie jest i czas i dużo świeżych resztek roślin, które Alicja ładuje na dno skrzyni. Następna warstwa to darń ułożona zieloną stroną do dołu, potem obornik, na nim ziemia ogrodowa, a na wierzchu kompost. W tym roku na pewno na dnie kolejnej skrzyni położy drobną siatkę, by nie szalały karczowniki. Zobaczymy, czy to coś da…
Sprzątamy w szklarniach
W dużej szklarni na stołach i pod nimi, a także w różnych zakamarkach ciągle walają się suche liście winorośli. Trzeba je koniecznie wyzbierać i spalić, bo na pewno są na nich zarodniki mączniaka. Mączniak przyczepił się do naszych winogron chyba na stałe, ciągle z nim walczymy, a on ciągle jest.
Myjemy pojemniki, a kiedy tylko trafi się słoneczny dzień, przecieramy szyby, żeby zimą wpadało do szklarni jak najwięcej słońca.
Do oczyszczonych i odkażonych kuwet wysiewamy nasiona bylin, które do dobrego wykiełkowania potrzebuja chłodu. Kuwety ustawiamy na półkach i pozostaną tam aż do wiosny.
W małej szklarni przeznaczonej dla pomidorów i ziół przekopujemy zielony nawóz (gorczycę wysianą zaraz po zbiorze pomidorów) z wierzchnią warstwą gleby.


Przygotowujemy trawy do zimy
Naszych traw jesienią nie przycinamy, bo po pierwsze – pozbawilibyśmy się widoku cudownie oszronionych kłosów i liści zimą, a po drugie – moglibyśmy im zaszkodzić, bo przez rurki ściętych ździebeł do korzeni dostaje się woda, która po zamarzaniu i rozmarzaniu może je rozsadzić. Zatem kępy traw związujemy, a po pierwszych przymrozkach obsypujemy kopczykami z trocin.
Zetniemy je dopiero wiosną nisko nad ziemią.
Podziwiamy kolory i zapachy
Przy ciepłej pogodzie zakwita kalina wonna i można poczuć jej upajający zapach, który rozchodzi się po całym ogrodzie. W naszym listopadowym ogrodzie jest sporo kolorowych roślin. Jodła jednobarwna ‘Aurea’ w sezonie niczym nie zwraca na siebie uwagi – nie ma ładnego kształtu, a jej igły wyglądają, jakby chciały usychać. Nie przepadam za nią, ale późną jesienią, kiedy usuwam z ogrodu rośliny o wątpliwej urodzie, ta jodełka broni się złocistymi igłami i dzięki temu zostaje na swoim miejscu do następnego roku. Wiosną już nie mam czasu, żeby ją wykopać. Natomiast klon palmowy ‘Giseli’ jest mistrzem przetrwania – rośnie na skale, nie straszny mu upał, nie boi się mrozu, a w listopadzie przybiera kolory ognia.

Sadzimy czosnek
Co roku na wszystkich wysokich grządkach wokół brzegów sadzimy ząbki czosnku. W ten sposób częściowo zapewniamy warzywom naturalną ochronę przed chorobami. Na tym nie koniec, bo czosnku potrzebujemy ogromne ilości- jedną skrzynię (każdego roku inną) w całości obsadzamy czosnkiem. Czosnek potrzebuje dużo substancji pokarmowych, dlatego ta skrzynia wcześniej musi dostać kilka wiader obornika, a na wierzch dobrą ziemię kompostową.


Przed zimą krzewy muszą się napić
Rododendrony, laurowiśnie, ostrokrzewy, bukszpany, kaliny i trzmieliny zachowujące liście na zimę i iglaki musimy podlać, zanim mróz zetnie wierzchnią warstwę gleby. Wcześniej zrobiliśmy misy pod krzewami z ziemi przywiezionej z innych miejsc z dodatkiem torfu, np. pod rododendronami i iglastymi, a pod innymi, np. laurowiśniami, ostrokrzewami i bukszpanami misy zrobiliśmy z kompostu, który wiosną dodatkowo użyźni glebę. Ciągle się zastanawiamy, co się dzieje z misami uformowanymi wiosną i latem, czy ktoś nam robi na złość i je rozwala? Odpowiedź jest prosta – misy przecież nie są z betonu, same się rozpadają, albo rozmywa je woda, a obowiązkiem ogrodnika jest formować je ciągle od nowa… Więc formujemy. Podlewanie ubitej ziemi nic nie da, woda się rozleje, a powinna trafić prosto do korzeni.
Na rabatach rozkładamy kompost
W naszym ogrodzie trzymamy się żelaznej zasady: wszystko poza roślinami kwasolubnymi i skalnymi sadzimy w ziemię kompostową. Kiedy ktoś nas pyta, co takiego robimy, że nasze rośliny pięknie rosną, prowadzimy go do fabryki ogrodniczego złota, czyli naszych kompostowników, które produkują najlepszy pokarm dla drzew, krzewów i bylin. Wierzchnia warstwa gleby potrzebuje ciągle nowych porcji kompostu. W listopadzie rozkładamy go na oczyszczonych z chwastów rabatach, pod koronami drzew i krzewów.



