Staw, który widzicie na zdjęciu, jest sercem naszego redakcyjnego ogrodu. Tutaj przez cały rok tętni życie – nawet zimą na zamarzniętej tafli lądują kaczki, które sprawdzają, co się u nas dzieje.
Budowę stawu rozpoczęliśmy natychmiast po tym, jak tutaj zamieszkaliśmy, czyli 11 lat temu, w czerwcu. Oto nasze doświadczenia; mamy nadzieję, że przydadzą się wszystkim tym, którzy chcą mieć w ogrodzie sadzawkę.
Nasz cel: chcieliśmy mieć jak najszybciej jeziorko wielkości mniej więcej 2 arów, które będzie wyglądało tak, jakby tu było od zawsze. Miało nie tylko wyglądać naturalnie, ale posiadać wszelkie inne cechy prawdziwego stawu, czyli już na wstępie zakładaliśmy, że zrobimy wszystko, aby zapewnić utrzymanie równowagi biologicznej bez żadnego wspomagania. Nasze oczko nie ma filtrów, nigdy nie wrzuciliśmy do wody ani grama środka oczyszczającego wodę. Niektórzy z was, zwłaszcza ci borykający się z mętną wodą i burzącymi się glonami, na pewno zapytają, co takiego zrobiliśmy? Odpowiadam: nic specjalnego. Zdrową wodę mamy dzięki temu, że odpowiednio uformowaliśmy dno oczka, że posadziliśmy w nim odpowiednią liczbę odpowiednich roślin i nie wpuściliśmy zbyt dużej liczby rybek. W ten sposób zapewniliśmy równowagę w mikroświecie naszego sztucznego jeziorka.

Wykopane zagłębienie pod oczko mniej więcej pośrodku ma tzw. głębię, (około 200 cm), aby mogły tutaj przeżyć zimę ryby. Po prawej i po lewej stronie od głębi są uformowane półki (szerokie na około 150 cm i głębokie na 100-120 cm) do sadzenia dużych lilii wodnych. Posuwając się ku brzegom jeziorka, formowaliśmy kolejne, coraz płytsze i coraz szersze półki. Folia, którą widzicie na zdjęciu, to oczywiście nie jest folia do izolacji oczka; nakrywaliśmy nią wykop podczas formowania, aby nie zbierała się w nim woda z deszczu.
Tak wyglądał nasz staw 11 lat temu. Aby rozłożyć geomembranę grubości 1,5 mm potrzebowaliśmy pomocy kilku silnych mężczyzn. Zamówiona odpowiednich rozmiarów folia przyjechała specjalnym samochodem, była złożona w sześcian wysokości mężczyzny średniego wzrostu. Rozkładaliśmy ją stopniowo, zaczynając od środka naszego jeziorka, gdzie położył ją specjalny dźwig. Celowo zamówiliśmy folię większą, abyśmy mogli mieć dostateczne pole manewru przy wykańczaniu brzegów.


Tutaj widać, jak łagodnie opadają (od brzegu w kierunku głębi) poziomy dna. Ma to kluczowe znaczenie podczas sadzenia roślin wodnych, zwłaszcza tych natleniających wodę, które potrzebują różnej głębokości. Tam, gdzie stoi taczka, jest miejsce przeznaczone na płytką zatoczkę dla niezapominajek, kaczeńców, niskich sitów i jaskrów wodnych.
Najprzyjemniejszym momentem niewątpliwie jest sadzenie roślin. We wszystkich miejscach przeznaczonych dla roślin rozłożyliśmy na folii warstwę piasku wymieszanego z drobnymi kamyczkami. To jest właściwe podłoże do sadzenia roślin wodnych; wszelkie użyźnione podłoża, które stosujemy do roślin ogrodowych, tutaj nie mają zastosowania. Od zbyt żyznej ziemi woda kwitnie i zarasta glonami. Kaczeniec (na pierwszym planie) potrzebuje wody płytszej niż strzałka wodna, dlatego posadziliśmy je na różnych poziomach.
W dolnym prawym rogu widać końcówkę folii, która niebawem będzie całkowicie zasłonięta kamieniami. Folia skierowana jest do góry, aby uniemożliwić wyciekanie wody ze stawu. Najłatwiej utrzymać krawędź foli skierowaną ku górze, obkładając ją z obu stronach kamieniami. Co roku, najlepiej wiosną trzeba obchodzić staw wokoło i kontrolować, czy gdzieś nie wystaje folia i w razie potrzeby maskować ją kamieniami i żwirem. Oczko musi wyglądać jak prawdziwe jeziorko.


Po dwóch latach na brzegach zaczyna robić się zielono, a miejscami także kolorowo. Aby jak najszybciej nasze oczko nabrało naturalnego charakteru, wokół stawu w pierwszej kolejności sadziliśmy duże kępy bylin i traw ( na zdjęciu żółty pełnik europejski, niebieskawozielone kępy turzycy pospolitej i jasnozielone kępy turzycy palmowej ‘Variegata’. W wodzie widać wychodzące biało-zielone liście tataraku ‘Variegata’.
Brzeg wygląda naturalnie, gdy kamienie są ułożone swobodnie, a nie pod sznurek. Z przybrzeżnych roślin kwitnących najpierw posadziliśmy irysy japońskie, które dobrze się czują w płytkiej wodzie, potem dołożyliśmy purpurową krwawnicę i irysy żółte o zielonych i żółtozielonych liściach


Po pięciu latach doczekaliśmy się wspaniałych kęp lilii wodnych, które zaczynają kwitnąć co roku w czerwcu i rozwijają się do jesieni. Mamy kilka gatunków lilii – na głęboką, średnią i płytką wodę. Posadziliśmy je w dużych plastikowych skrzynkach. Wszystkie zimują w jeziorku. Bardzo bujnie rośnie też osoka aloesowata (po prawej stronie); musimy ją ostro redukować – każdej wiosny na kompost wywozimy 3-4 taczki. Pilnujemy, by mniej więcej połowę lustra wody cieniowały rośliny, co chroni wodę przed przegrzaniem, a tym samym przed nadmiernym rozwojem glonów. Oprócz lilii w naszym oczku rosną tataraki, pałki wodne, barwne trzciny, mięta wodna, oczerety, sity, irysy, strzałki, żabieńce

Najdłużej musieliśmy czekać aż rozrosną się drzewa i krzewy okalające jeziorko

Tak wygląda nasze jeziorko teraz 
W płytkiej wodzie tuż przy brzegu posadziliśmy irysy, tataraki, pałki wodne, miętę wodną, oczerety, sity, a za nimi – na brzegu – zimozielony bambus, miskant cukrowy i miskant olbrzymi. W ten sposób rośliny wodne razem z tymi rosnącymi tuż nad wodą tworzą całość i doskonale maskują folię, która czasami wyłazi na wierzch.
Lucyna Grabowska, ogrodniczka

Irys żółty 
Strzałka wodna 
Krwawnica 
Wełnianka wąskolistna


